Home > Świadectwa

Świadectwa


Jeśli chcesz się podzielić tym, co Bóg zdziałał w Twoim życiu, napisz na adres

Pisząc świadectwo, oddajesz chwałę Bogu i ubogacasz innych czytelników.

Możesz także slożystać z zakładki Intencje lub Kontakt w zakładce O nas

 

 

 

 

 

 

               Kogo słuchasz?, 2015-10-07 (audio)
http://radioprofeto.pl/archiwum,895.html


             To co czuję w sercu po rekolekcjach w Zambrowie
      najlepiej oddają te dwie piosenki.
      “Moje narzekanie zamieniłeś w taniec.”
      “Gdzie Duch Pana jest obecny tam jest wolność.”

            Moja dusza tańczy śpiewa, uwielbia Pana.
https://www.youtube.com/watch?v=q47oL1Lciy4
https://www.youtube.com/watch?v=KoQVaOL2x7Q

                                                                                  Ewa

 


                    Kurs Nowe Życie w Jeleniej Górze dnia 2015-04-26
Doświadczyłam Boga miłości, pełnego ciepła i radości. Boga, który pomógł mi otworzyć moje serce na Jego miłość. Boga, który dał mi bezpieczeństwo i zabrał lęki. Otworzył mnie na drugiego człowieka. Dał mi zrozumieć, jak bardzo ważna jest wspólnota Kościoła, by żyć i funkcjonować w codzienności.Jak bardzo ważna jest Eucharystia i przyjmowanie sakramentów świątych i przyjęcie do swego serca Ducha Świętego. Doznałam pragnienia życia we wspólnocie.
Grażyna, lat 59

Doświadczyłem miłości Ojca, który nie sądzi mojego życia, ale usprawiedliwia, który przyszedł w Jezusie Chrystusie aby wypełnić moje puste, niespełnione i rozżalone serce, mocą miłości swojego Ducha Świętego.
Nauczyłem się nie pokładać nadziei w sobie i innych, lecz trwać we wspólnocie Kościoła, korzystając z charyzmatów dla wspólnego budowania i ewangelizacji.
Zenek, lat 55

Na kursie przede wszystkim Bóg pokazał mi, że nie muszę iść sama przez życie. Dał mi nawet okazję, by włączyć się do wspólnoty. Pokazał mi, że nie trzeba być idealnym, że każdy niezależnie od popełnionych błędów może stać się dojrzałym chrześcijaninem i nieść pomoc innym. To piękne i budujące!Nauczyłam się tego, że życie we wspólnocie jest bardzo ważne, że jest darem który nas ubogaca, że daje siłę i odwagę.
Katarzyna, lat 31

Nie spodziewałam się wiele, bo uczestniczyłam wielokrotnie w tego typu rekolekcjach. Pan Bóg mnie zaskoczył. Odpowiedział osobiście na moje pytania, doświadczyłam Jego obecności, przekonał mnie, że jest obecny we wszystkich trudnych sytuacjach, które teraz przeżywam, że moje życie jest w Jego rękach, że jest moją tarczą i moim Obrońcą. Doświadczyłam Jego miłości. Duch Święty napełnił mnie na nowo i wierzę, że teraz rozpoczęłam nowy etap w swoim życiu, i że Bóg naprawdę daje mi Nowe Życie.
Ania, lat 52
Pan dał mi Nowe Życie, nowe serce połączone ogromną miłością. Dał mi możliwość zdjęcia masek i wypłakania goryczy. Przekazał mi instrukcje obsługi dalszego życia, tj. Słowo Boże. Wygasił złe uczucia, zalał oliwą i miodem rany, ukołysał i utulił. Wielka radość i pokój goszczą w moim sercu. Niech od ognia rozpalonego w moim sercu zapłonie cały świat.
Nauczyłam się jak kocha Bóg, jak mam z tej miłości czerpać, jak kochać innych bez oceny.
Ewa, lat 55

Bardzo przeżyłam obecność Jezusa. Gdy oddałam swoje życie całkowicie, doznałam, że Jezus jest najważniejszą osobą w moim życiu i że jestem w stanie oddać swoje życie za drugiego człowieka np. Nie boję się jechać na misje do Afryki, gdzie panuje zaraza i inne choroby.
Ten kurs dał mi dużo pokoju, miłości i radości, nauczył służby; że tak naprawdę to najważniejsza jest nasza miłość do drugiego człowieka.
Sylwia, lat 42

Pierwszy w moim życiu spoczynek w Duchu Świętym. Doświadczyłem niezwykłego pokoju serca i umysłu.Nauczyłem się, że Bóg kocha mnie miłością bezwarunkową.
Michał, lat 26

Uczestniczyłam w rekolekcjach Nowe Życie. W pierwszym dniu otrzymałam piękny list – wszystkie słowa były dla mnie właśnie w tym czasie potrzebne. Na drugi dzień, od rana, od pierwszej konferencji płakałam pół dnia, byłam obolała, bolała mnie głowa, byłam ociężała, czułam się tak, jakbym miała 10 kg kamieni w kieszeniach, związane ręce i nogi łańcuchem. Po oddaniu życia Jezusiowi poczułam się lekka, mogę tańczyć, fruwać, skakać i śpiewać (całą noc śpiewałam "Zmartwychwstały Pan królestwo objął dziś, Wszechmogący Bóg okazał swoją moc...."). Dziękuję Bogu za Nowe Życie. Chwała Panu.
Stanisława, lat 64

Oddając w sakramencie pokuty swoje całe życie – grzeszne, siebie obwiniałam za wszystko zło. Doznałam rozgrzeszenia i uczycie mojej winy prysło. Poczułam się prawdziwym dzieckiem Bożym. Oddając swoje życie Jezusowi nastąpił spokój i radość w sercu. Poczułam się wolna i lekka jak dziecko. Zaczynam nowe życie. Dziś nie mogłam doczekać się Eucharystii i spotkania z Panem. Alleluja!
Nauczyłam się oddawać wszystko Jezusowi. Wiem, że wszystko mam od Niego. Na pierwszym miejscu jest PAN, a nie dzieci, wnuki, mąż. Czuję się kochana i lekka, mam ochotę krzyczeć!
Jola, lat 63

Zrozumiałem, że Abba-Ojciec naprawdę mnie kocha bezwarunkową, mocną miłością. Po tym doznaniu czułem w całym ciele – kilka minut – dreszcze; nie były one jak się odczuwa zimno, ale jak gorące dreszcze miłości. Zawsze rano na modlitwie czytam Słowo Boże, które jest otwierane ręką Ducha Świętego.
Nauczyłem się głębokiego słuchania Słowa oraz szerszego otwarcia na wiarę.
Sławek, lat 57

 

 


We wrześniu ub. roku weszłam w spór z pewną osobą. Padło wiele raniących, niepotrzebnych słów z obu stron. Dużo negatywnych emocji z powodu totalnego nieporozumienia. Usilnie chciałam sprawę wyjaśnić. Napotkałam jednak silny opór z drugiej strony, w końcu otrzymałam komunikat: nie czuję do ciebie żalu ani żadnych negatywnych emocji, ale nie chcę mieć już nic z tobą wspólnego.

Trudno było mi to przyjąć, więc prowadziłam długie, bezsensowne a wg mnie wyjaśniające moją postawę, wewnętrzne dialogi z tą osobą. To obciążało mnie emocjonalnie i zabierało mi czas. Pewnego dnia w czasie modlitwy usłyszałam: o, gdybyś tyle czasu poświęcała na modlitwę co na te roztrząsania, o ile byłbym Ci bliższy! I przypomniał mi się cytat: [Pan] „Nie wiedzie sporu do końca i nie płonie gniewem na wieki” (Ps 103,9). Czyli jak mówi komentarz: Bóg nie dochodzi bezwzględnie swoich praw. A więc komunikat dla mnie: odpuść!
Ale nadal to mi nie wystarczyło. Przecież ona musi mnie wysłuchać. I mówię Bogu: widzisz, co mi uczyniła i mam milczeć? I odpowiedź: zachowaj pokój, to sprawa między mną a tą osobą.
Tego dnia słuchałam fragmentów Dzienniczka siostry Faustyny (z CD dołączonych do Gościa Niedzielnego). Trafiłam akurat na fragment, gdy siostra przekazała spowiednikowi, to co polecił jej Jezus, ale kapłan ten nie uznał mowy Pana. Kiedy siostra odeszła od spowiedzi, usłyszała słowa: Czyń to, co ci każę, i bądź spokojna, sprawa ta jest między nim a mną. Ty za to nie będziesz odpowiadać. (Dz 1072) Otrzymałam potwierdzenie: to sprawa między Bogiem, a tą osobą, ty zachowaj pokój!
Minęło kilka tygodni. Nie dawałam za wygraną, ta sprawa dotyczy też wykonywania przez tę osobę jej obowiązków zawodowych – mówiłam sobie - czy nie powinnam porozmawiać z kimś, a może nawet donieść jej przełożonym? Przecież jest napisane: „Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi!” (Mt 18,15-17).. Znów niesatysfakcjonująca mnie odpowiedź Pana: Nie, nie twoja to rzecz, inni to zrobią.
I znów Pan dał  mi też potwierdzenie poprzez Dzienniczek. Włączyłam CD i usłyszałam jak siostra Faustyna postanowiła powiedzieć przełożonej jak źle wykonuje swoją pracę siostra, która była wyznaczona do opieki nad chorymi. I usłyszała w duszy głos: Znoś cierpliwie, powie kto inny. Nic się nie zmieniło przez miesiąc. Ale gdy s. Faustyna mogła zejść już na rekreację Pan jej powiedział: Teraz powiedzą inne siostry o niedbalstwie w usłudze tej zakonnicy, lecz ty milcz i nie zabieraj głosu w tej sprawie. (Dz 1587)
Minęło kilka dni. Ja znów swoje: Ale przecież w tym fragmencie Pisma św. jest „idź i upomnij go”! A Pan: Ale o co ci chodzi? O to, żeby przyjęła twój punkt widzenia, ukorzyła się?
Następnego dnia miałam zawieźć koleżankę do szpitala. Zanim wyszłyśmy z jej domu, zobaczyłam u niej kilka Zeszytów Odnowy. Poprosiłam o nie. W domu ze zdumieniem zobaczyłam, że jeden z nich jest poświęcony krytyce i napominaniu bliźnich. Przeczytałam w jednym z artykułów: „Miłość – jedyne źródło i warunek upominania. Z konkretnych rad Jezusa (zob. Mt 18,15-17) i z innych nauk ewangelicznych o miłości wynikają cechy, które są konieczne, aby praktykować upomnienie braterskie: spojrzenie nadprzyrodzone, pokora, delikatność i  miłość. Jak naucza św. Augustyn: powinniśmy zatem upominać z miłości; nie mając pragnienia czynienia szkody, tylko z pełną miłości intencją uzyskania poprawy bliźniego. ... Dlaczego upominasz? Czy dlatego, że przeszkadza ci, że zostałeś przez niego obrażony? Nie daj Bóg. Jeśli to robisz przez wzgląd na miłość własną, nic nie robisz. Jeśli to miłość cię porusza, czynisz wspaniale”.
A ja – oczywiście – walczę o to, by przyznała mi rację i przeprosiła! Moje ma być „na wierzchu”!
Znów minęło kilka tygodni. Sprawa nadal nie dawała mi spokoju. No dobrze, skoro ona nie chce ze mną rozmawiać, to może napiszę do niej mejl? Napiszę jak bardzo boli mnie cała ta sytuacja. I tak zrobiłam. Tego dnia było czytanie z Ew. Mateusza: Gdy Jezus odchodził stamtąd (po wskrzeszeniu córki zwierzchnika synagogi), szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy” (Mt 9, 27-30). Ten fragment dał mi nadzieję, że oto tej osobie Pan otworzy oczy na moje cierpienie i pragnienie zgody. Jednak Pan mi powiedział: przyjmij wszystko co ci napisze ze spokojem, ja otworzę ci oczy na nią. I rzeczywiście! Jej odpowiedź mejlem była mocno arogancka, ale przyjęłam to dość spokojnie. A na deonie trafiłam na słowa: prawda obroni się sama, potrzeba tylko czasu  (Mariusz Han SJ, 6.01.15r.).
Cała ta moja szarpanina okazała się niepotrzebną stratą czasu i energii, a wystarczyło posłuchać słów Pana z września: odpuść, bo  Pan:Nie wiedzie sporu do końca i nie płonie gniewem na wieki”. Do tego: kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze»” (Mk 11,25). Amen.
Anna
 
Świadectwo (nie)słuchania wewnętrznych natchnień.
Jelenia Góra, 15.01.2015 r.

Mam na imię Jasia, należę do Odnowy w Duchu Świętym od 12 lat. Koleżanka zaprosiła mnie na takie spotkanie; poszłam bo czułam się taka opuszczona przez wszystkich (właściwie szukałam przyjaciół i znalazłam ). Jak zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach wspólnota miała seminarium przygotowujące do oddania życia Jezusowi . Wtedy dowiedziałam się wielu bardzo ciekawych rzeczy o tym jak można kochać Jezusa, jak uczestniczyć we mszy św., jak dziękować Bogu, jak prosić o dary dla siebie i innych. Nadszedł dzień oddania życia Jezusowi, ubrałam się odświętnie bo szłam na uroczyste spotkanie z Jezusem. Odezwała się też druga centrala z podszeptami. (Przecież byłaś u komunii św., u bierzmowania, chodzisz do spowiedzi w pierwsze piątki. Co robisz ośmieszysz się.) Właściwie zwątpiłam, ale nie chciałam zrobić koleżance przykrości, bo bardzo troszczyła się o mnie i zapraszała co tydzień na spotkania. Podeszłam do ołtarza oddać życie Jezusowi i wypowiedziałam zaproszenie dla Jezusa tak cichutko, żeby mnie nikt nie usłyszał myślałam, że i Pan Jezus mnie nie usłyszy. Jezus jednak mnie usłyszał, prowadzi i czekał aż się otworzę na dary którymi mnie obdarza (bo jestem jak puszka zamknięta na klucz, nieufna wszystkiego muszę dotknąć wziąć na rozum, nie sercem.Teraz wiem, jak bardzo ważne w życiu jest należeć do grupy modlitewnej z którą mogę się spotkać, porozmawiać o Jezusie. Ci ludzie czują to samo co ja, tym samym żyją, bo kochają Jezusa, ludzi i siebie. Wiem, że Jezus mnie prowadzi; nie jest to łatwe, mam kłody i schody pod nogami. Nie dziwię się, że mam pod górkę, bo przecież wspinam się na wyżyny świętości. W domu jest różnie, dzieci i wnuki prostują człowiekowi kręgosłup. Zawsze mogę oddać te sprawy na Mszy św. Jezusowi, mogę oddać na adoracji i łatwiej jest mi żyć. Bo chcę być święta. Być blisko przy naszej Matce Maryi, oglądać oblicze umiłowanego Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela. Chwała Panu za to, że jest ciągle z nami żywy i prawdziwy, schowany w głębi mojego serca. On zawsze był tak bliziutko, a ja szukałam Go tak daleko i tak długo. Amen



Mam na imię Jasia; chcę dać świadectwo o mocy modlitwy różańcowej. Przez bardzo długi czas szukaliśmy pomocy u lekarzy, mąż leczył się u bardzo wielu lekarzy i zamiast być lepiej, było bardzo różnie; brał po trzydzieści tabletek dzienne i nie było poprawy przez wiele lat. Wiedziałam o modlitwie Pompejańskiej od dawna; bałam się, że nie dam rady, spróbowałam i udało się. Znaleźliśmy bardzo dobrego lekarza, mąż chce współpracować z lekarzem. Chodzi na terapię. Jest dobrze, bierze niewiele leków . Modliłam się o dobre wyniki w nauce dla wnuka. Jezus wysłuchał mnie za wstawiennictwem Matki Bożej. Nadal modlę się nowenną Pompejańską . Chwała Panu za wszystkie łaski jakimi nas obdarza. Najpiękniejsze jest to, że dzięki modlitwie jeszcze bardziej zbliżyłam się do Boga, Maryja przyprowadziła mnie do swojego Syna i poczułam w sercu jak dobry jest Pan, jak bardzo nas kocha i daje się znaleźć, bo tak naprawdę to On mnie szukał przez wiele lat. Zaufałam Panu już dziś, niczego nie muszę się lękać, a spokój w moje serce wlewają kolejne zdrowaśki, które są jak poręcz w mozolnej drodze na szczyt.


 Nie przesłaniaj Boga Zawsze chciałam żyć tak, by ludzie patrząc na moje życie pytali mnie o mojego Boga . Przed posiłkiem modlę się i proszę aby Bóg pobłogosławił ten posiłek, modlitwę kończę zawsze znakiem krzyża.
(Na stołówce także).
Dziękuję Bogu za to, że dał mi odwagę wyznawania Go w najprostszy
sposób, poprzez znak krzyża. Pewna osoba podeszła do mnie i zapytała,
czy może ze mną porozmawiać o Bogu. /Patrząc na mnie uznała że jestem osobą bardzo wierzącą- jak sama to określiła./ ( Nie lubię tego określenia, bo dla mnie, albo jesteś wierzący, albo nie.
Z wiarą tak jak z ciążą. Nie można być trochę w ciąży, a trochę nie być.)
Bardzo mnie to ucieszyło, (że ktoś nieznajomy chce rozmawiać ze mną o Bogu) wielbiłam Boga i modliłam się w duchu za rozmówcę. Bóg tak poruszył serce tej osoby, że szczera rozmowa połączona z płaczem zakończyła się modlitwą i oddaniem chwały Bogu.
Niech Bóg będzie uwielbiony.  Ja czynię znak krzyża - Bóg dokonuje reszty.               Rita

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=Mw8whhcB73M


 

 

 


Wyrwani z niewoli - świadectwo Piotra i Jacka
https://www.youtube.com/watch?v=PawDzqGCIsc&feature=share

 


 Świadectwo nawrócenia Radosława Pazury 

www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1043,swiadectwo-nawrocenia-radoslawa-pazury.html

 

Świadecto łatwo jest napisać, ale dać świdectwo życiem i to do ostatniego oddechu, to także jest nożliwe. 

"Ja nie umieram ja wchodzę w miłość" - Czy potrafisz to powiedzieć ? Przeczytaj o TEJ, która to powiedziała i zarobiła, (Monika Brzoza) 

www.fronda.pl/zbigniew_kaliszuk/blog/ja_nie_umieram_ja_wchodze_w_milosc

rebelya.pl/discussion/10904/

info.wiara.pl/doc/662595.Pozegnanie-Moniki-Brzozy

 

świadectwo Moniki

 w438.wrzuta.pl/audio/9qDz9Li28ce/swiadectwo_moniki_brzozy._ostatnie_spotkanie_-_6.10.2010


 Świadectwo

Chcę wyśpiewać chwałę Miłosiernemu Bogu za Jego troskę i dobroć, a także podziękować moim siostrom ze Wspólnoty za modlitwę.
W poniedziałek po spotkaniu prosiłam siostry: módlcie się za moją rodzinę, bo może się okazać, że na sześć osób, w tym pięć dorosłych, pracującą będę tylko ja. Mąż nie ma ani pracy, ani renty, syn stanął w zagrożeniu utraty pracy, synowa miała przydział tylko 4 godz. pracy tygodniowo, mając dziecko na wychowaniu, córka na wypowiedzeniu. Proszę o wsparcie modlitewne.
I oto moc i potęga modlitwy. Już w środę dowiedziałam się, że sytuacja syna się wyjaśniła, ponieważ właściciel zakładu przejrzał historię pracy zatrudnionych pracowników nagrywaną przez kamery i okazało się, że był z nich najuczciwszy. Wobec tego nie musi żyć nieustannym lękiem każdego dnia, że to może być jego ostatni dzień w pracy. Synowa natomiast dostała dwadzieścia godzin tygodniowo, ponieważ pracownik sporządzający harmonogram został zwolniony.Niech Bóg będzie uwielbiony i wywyższony na wieki.
                                                                                   Basia

 

 


 02.12.1012 r niedziela

Dziś, w głoszonym na każdej Mszy św. słowie, o. Remigiusz stawia bardzo konkretne pytanie: Czy Bóg, w kórego wierzę jest Bogiem żywym, czy martwym. Jest to próba uświadomienia sobie, w jakiego Boga wierzę, czy jest to Bóg, który dzieli ze mną moją codzienność, czy też może tylko martwe wyobrażenie Boga, które nie może wnieść do mojego życia nic wartościowego, nie może sprawić, ze stanę się lepszym człowiekiem. Głoszone przez Ojca słowo poparte jest świadectwami osób, które dzielą się swoim doświadczeniem żywego Boga. Rekolekcję będą trwały do wtorku i zakończą się Mszą św. z modlitwą o uzdrowienie.

 Basia

 


 

          W dniach 22-24 października 2010 r. przeżywaliśmy w naszej wspólnocie rekolekcje o Bogu Ojcu (temat: „Odnaleźć ojca, odzyskać utracone dzieciństwo”).  Poprowadził je karmelita bosy z Wadowic o. Marcin Skowronek. Pomagał mu kapłan z naszej wspólnoty parafialnej ks. Łukasz Kutrowski. W rekolekcjach uczestniczyło 95 osób z różnych parafii jeleniogórskich, z Mysłakowic, Kowar, Lubina, Orska, Biedrzychowic, Leśnej. 
         Wysłuchaliśmy poruszających konferencji o. Marcina o Bogu, który jest naszym Ojcem, który kocha nas mimo naszych słabości, nie brzydzi się naszymi grzechami, ale robi wszystko, byśmy mogli stać się Jego prawdziwymi dziećmi. O Ojcu, który szuka zagubionych dzieci, przytula zranione, umacnia słabe, wspiera i prowadzi wierne. Można powiedzieć, że dane nam było „zakosztować słodyczy Pana”, Jego uzdrawiającej mocy. Konferencjom towarzyszyła modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne, z której skorzystało również wielu ludzi niebędących uczestnikami rekolekcji. Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa liturgią godzin, nabożeństwo różańcowe były wspaniałymi spotkaniami z miłującym Bogiem, którego prawdziwy obraz stopniowo krystalizował się w naszych sercach. Świadectwa uczestników rekolekcji, których dane nam było wysłuchać, potwierdzały, jak dobry i hojny jest Bóg dla swoich dzieci. Nasze rekolekcje pogłębialiśmy również przez rozważanie jedynego orędzia, jakie Bóg Ojciec dał światu za pośrednictwem s. Eugenii Ravasio. Jest to orędzie uznane przez Kościół za autentyczne ( tekst znajduje się w książeczce pt. „Ojciec mówi do swoich dzieci”- do nabycia w sklepiku przy kościele Matki Bożej Miłosierdzia w Cieplicach).
          Dla naszej wspólnoty był to czas szczególnej obfitości łask Bożych. Przygotowania do rekolekcji rozpoczęliśmy dużo wcześniej poprzez modlitwę i post. Mieliśmy także wsparcie modlitewne zgromadzeń zakonnych i Bractwa Adoracyjnego. Bezpośrednie przygotowania i przebieg rekolekcji pokazały, że Pan Bóg nam błogosławi w tym dziele. Choć nie obyło się bez trudności, jednak nie traciliśmy pokoju i w ufności zanosiliśmy wszystko do Pana. Każdy z nas czuł się potrzebny i starał się wywiązywać ze swoich zadań jak najlepiej.
Przeżyliśmy nowe wylanie darów Ducha Świętego. Pan, obdarzając nas swoimi łaskami, pokazał również zadania, do których nas powołuje. Teraz stajemy na modlitwie, prosząc dobrego Ojca, aby pomnażał w nas łaski, którymi nas obdarował, by utrwalał owoce tych rekolekcji i czuwał nad wiernością w wypełnianiu Jego woli.
          Dziękujemy Ojcu niebieskiemu za dar tych rekolekcji. Składamy wielkie podziękowanie o. Marcinowi i ks. Łukaszowi za ich ofiarną posługę, siostrom ze wspólnot z Podgórzyna i Sobieszowa za pomoc w prowadzeniu modlitw wstawienniczych  oraz wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogliśmy w tych rekolekcjach uczestniczyć.
                                                                                                                                                                                                   [aj]
 

 


Dziękuję, Panie Boże, za kolejne rekolekcje, które tym razem odbyły się w naszej wspólnocie „Bogaci w Miłosierdzie” w dniach 22 – 24 października br.

Przez kolejne trzy dni o. karmelita Marcin Skowronek z Wadowic przybliżał nam osobę Boga Ojca. Była rozważana przypowieść o synu marnotrawnym, a właściwie o Miłosiernym Ojcu, miłosiernym Samarytaninie, ewangelia o Zacheuszu. Mnie szczególnie poruszyła ta ostatnia. Jestem wzrostu zacheuszowego, więc często tak jak on staram się, by nikt mi nie zasłaniał widoku. W naszym klimacie nie rosną sykomory, ale dla mnie sykomorą jest moja wspólnota i kolejne rekolekcje. Dziękuję Ci, Ojcze, że takie doznania pomagają mi wspinać się ku Tobie.

Ojciec Marcin zachęcił nas , abyśmy do Boga Ojca zwracali się często i to słowami „Tatusiu”. Mój ziemski tato odszedł do Pana 20 lat temu, w związku z tym nie miałam do kogo zwracać się tymi słowami. Po tych rekolekcjach zaczęłam na nowo wymawiać słowo „Tatusiu”.

Blondynka


 

Zakończyły się kolejne rekolekcje (12-15.12.2010) prowadzone przez ojca Marcina Skowronka. Tym razem w parafii Matki Bożej Królowej Polski i św. Franciszka z Asyżu. Nasz Wspólnota Bogaci w Miłosierdzie została zaproszona do posługi modlitwą wstawienniczą i prowadzenia modlitwy uwielbienia. 
Ojciec poruszył temat współczesnych zagrożeń duchowych. Często otwieramy się nieświadomie na działanie złego ducha. Zły duch może podać się za anioła światłości, aby nas zwodzić. Raz zaproszony, nawet nieświadomie, będzie niszczył nasze życie i życie naszych bliskich. Na szczęście nie jesteśmy sami i nie jesteśmy bezbronni. Mamy Ojca w niebie, który wydał swojego Syna za nas. Zły duch został pokonany na drzewie krzyża. Jezus wykupił nas swoją drogocenną krwią.
    Otwarte furtki dla złego ducha, mogły narazić życie duchowe na niebezpieczeństwo, można je zamknąć w sakramencie pokuty.
 
Czasami wychodzenie z sideł szatana trwa bardzo długo i wymaga interwencji egzorcysty. Zamiast szukać pomocy w medycynie niekonwencjonalnej, przyjdź na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie oraz posługą modlitwą wstawienniczą.
Nie można być trochę pod sztandarem Boga, a trochę pod wpływem diabła. Musisz się opowiedzieć, po której jesteś stronie. Jesteś pod sztandarem Boga, albo pod szmatą diabła.
Nie można się trochę wyspowiadać, tak z grubsza, tak jak nie można być trochę w ciąży; albo się jest w ciąży, albo nie jest. Tak samo jest z życiem duchowym. BĄDŹ ZIMNY ALBO GORĄCY.
„Obyś wreszcie był zimny albo gorący. Ponieważ jesteś letni, pocznę cię wypluwać z ust moich”. (Ap 3, 15-17).
 
Na zakończenie rekolekcji mogliśmy wziąć udział w takiej modlitwie, podczas której  kapłan modlił się o złamanie związań demonicznych. Szczęśliwi, wolni i napełnieni Duchem Świętym wróciliśmy do domu, aby mówić innym, jak wielkie rzeczy Bóg uczynił dla nas.
 
 
 

 


 

Na rekolekcjach znalazłem się przypadkiem, poleciłam mi je znajoma.
To co usłyszałem, tak mnie poruszyło, że przyprowadziłem swoją znajomą.
Do spowiedzi nie byłem przygotowany, właściwie nie chciałem iść,
(nie byłem 10 lat), ale nogi jakby wbrew mnie same poszły.
Kapłan w konfesjonale bardzo mi pomógł. Myśli same przychodziły mi do głowy.
Z każdą sekundą czułem się lżejszy i coraz bardziej kochany. Poczułem, że
pozbyłem się balastu, który nosiłem.
Po zakończeniu Mszy świętej rozpoczęła się modlitwa wstawiennicza.
Pierwszy raz w życiu brałem w niej udział. Nie wiedziałem, że z księdzem
można tak normalnie porozmawiać, poprosić, aby się pomodlił w intencjach,
które nosiłem w sercu przez tyle lat; teraz mogłem to wypowiedzieć na głos
bez lęku. Poczułem ogromną miłość, która mnie wypełniała. Chciałem już na
zawsze zachować ten stan. Było mi tak dobrze, że nie chciałem wracać do domu.

Michał



Na rekolekcje przyprowadził mnie mój chłopak.
Modlitwa wstawiennicza przyniosła mi miłość, pokój. Miałam spoczynek w Duchu Świętym
Tego, co przeżyłam, nie da się wyrazić słowami. Taka lekkość i pokój. Najchętniej pozostałabym
w kościele. Duch Święty zamieszkał w moim sercu. Nie wiem, czy ludzie uwierzą mi, gdy im
o tym powiem.

Ola


To była pierwsza modlitwa wstawiennicza w moim życiu. Do tej pory nie wiedziałam, że
można się tak modlić. Ostatnio miałam wiele trudnych spraw, teraz mogłam je wszystkie
oddać Bogu. Czuję się taka szczęśliwa. Bardzo chętnie wezmę udział w takiej modlitwie
jeszcze raz.

Iza


Nie potrafię ubrać w słowa tego co doznałam podczas modlitwy kapłana nade mną, stan błogości, który powstał w moim sercu chcę zatrzymać na zawsze. Tego nie da sie opowiedzieć, to trzeba przeżyć, to lepsze niż seks. Chcę zyć w czystości, aby jeszcze ten stan, pozostał we mnie.

Halina


świadectwo
Kiedy uczestniczyłam z wielką radością i zaangażowaniem w rekolekcjach październikowych prowadzonych przez o. M. Skowronka w Cieplicach Śl. miałam jednak pewne wątpliwości, czy słowa powiedziane mi prez osobę, która modliła się nade mną w grupie wstawienniczej, rzeczywiście pochodzą od Pana Boga.
Potwierdzenie prawdy i uwiarygodnienie charyzmatu osób z grup modlitwy wstawienniczej otrzymałam kilka dni po rekolekcjach adwentowych prowadzonych również przez o. M.S. w parafii pw. Królowej Polski i św.Franciszka z Asyżu przy ul.Morcinka w Jel.Górze w grudniu 2010r.
Koleżanka opowiedziała mi swoje przeżycie z tych rekolekcji i pozwoliła je opublikować.
Otóż kiedy podeszła do grupy wstawienniczej nie podała intencji, jak nawet sugerował o. M. Skowronek, za siebie, o swoje nawrócenie, lecz napisała imię przyjaciółki ateistki i imię córki innej kolezanki z Wrocławia, bo córka ta wydawała jej się nieco "dziwna".
Usłyszała wtedy, po dłuższej modlitwie, polecenie ze strony charyzmatyczki: "proszę zniszczyć, wyrzucić szmacianą lalkę". Oburzona, odparła "Ja mam tylko lalkę plastikową, kojarzy mi się ona ze szczęśliwym dzieciństwem, na pewno jej nie wyrzucę". Po krótkim "targowaniu się", ks.Grzegorz Niwczyk przerwał: "Zostawcie już sprawę tych lalek, módlmy się dalej".
Na drugi dzień po telefonicznej rozmowie z mamą tej "dziwnej" młodej kobiety, koleżanka moja dowiedziała się, że sprawa tej szmacianej lalki jest jasna i oczywista: "Wiesz, moja córka faktycznie ma dziwne pomysły. Przysłała mi do Wrocławia paczkę, a w niej 12 szmacianych lalek, które kupiła gdzieś na wycieczce do Meksyku i kazała mi co noc kłaść pod poduszkę - przed 12 nocy - jedną z tych laleczek". To jakieś chyba sekciarski pomysł?"
Kiedy mama ta dowiedziała się o naukach, jakie głosił o.M.Skowronek obiecała, że lalki te spali.
Dzięki Ci, Boże, że mogłam dowiedzieć się o tej historii, dzięki za to, że umocniłeś moją wiarę, a tamte osoby uwrażliwiłeś na problem sekt i niebezpieczeństwo uwikłania się w okultyzm. Dziękuję za o. Marcina i wszystkich, których obdarzasz charyzmatem modlitwy wstawienniczej.
Anna K.

 


Grudzień
Minął kolejny grudzień w moim życiu. W tym czasie wielu ludzi cofa się pamięcią wstecz, analizując wydarzenia, które już nie powrócą i oceniając, co w nich było dobrego, a co złego. Instytucje różnego rodzaju także przeprowadzają bilans minionych wydarzeń.
Zawsze lubiłam ten miesiąc, bo przychodził Mikołaj, potem czekałam na prezenty od Gwiazdora pod choinkę, było więcej czasu spędzanego z najbliższymi. Teraz nadal dostaję upominki i to codziennie, tyle tylko, że mam inne spojrzenie na to, co i kiedy otrzymuję. Mój Pan obdarza mnie każdego dnia innym prezentem. Od niedawna zobaczyłam, że tym prezentem jest spotkana osoba, pogodne niebo, gdy wychodzę na spacer, uśmiech dziecka, nowa wartościowa książka, a nade wszystko kolejny dzień, który otrzymuję z hojnego serca Boga.
Panie mój, codziennie dostaję od Ciebie niezliczoną ilość prezentów, ale czy ja też, jak Ty, rozdaję je innym ludziom?
                                                                                                                                    Blondynka


 Świadectwo Magdy www.egzorcyzmy.katolik.pl/index.php/wasze-swiadectwa-swiadectwa-66/965-nlp-pierscien-atlantow-hipnoza-tarot


Świadectwo byłego narkomana Bodka, o tym co robią narkotyki w życiu człowieka.

Audycja dla młodzieży   www.radiomaryja.pl/audycje.php

 

dalej do:

Ostatnia aktualizacja:
22-07-2017 16:59:07
[login]
Powered by CMSimple
Maciej Bański 2010
Strona główna