Home > Świadectwa > Blondynka

Blondynka

 

 

 

„Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” Mt 5,16
11 lutego to dzień wspomnienia Najświętszej Marii Panny z Lourdes – czyli Światowy Dzień Chorych.
W naszym mieście jest ośrodek Caritas, w którym przebywają osoby chore. Mają one tam całodobową opiekę i rehabilitację, a bardzie sprawne manualnie - terapię zajęciową. Od pewnego czasu terapię tę prowadzi Kamila. Swoją osobą wniosła ciepło, młodość i wywołała radość u niejednej osoby. Gdy pojawiła się w Caritasie była jeszcze panienką o wielu odważnych planach. Bardzo zaprzyjaźniła się z chorymi – do tego stopnia, że swój ślub wzięła w kaplicy ośrodka Caritas. Swoją rodzinę i przyjaciół właśnie zaprosiła tutaj. Druhnami na ślubie Kamili były pensjonariuszki ośrodka, których wózki inwalidzkie były na tę okazję pięknie przystrojone.
Panie Boże dziękuję Ci za takie osoby, których światło jaśnieje przed innymi ludźmi.
                                                                                                                         Blondynka

 



„A skoro grzech dojrzeje przynosi śmierć . Nie dajcie się zwabić, bracia moi umiłowani" Jk1,15b-16.
Co my mamy zrobić, aby nie dać się zwabić ? Recept na to jest wiele. Jedną z nich jest osobista formacja. Kolejne rekolekcje dają odpowiedź na nurtujące pytania. Koniec roku kalendarzowego jest dobrym terminem na podsumowanie. Od paru lat przyjął się zwyczaj świętowania w miejscach publicznych na dużych placach. Ja spędzałam noc Sylwestrową, w gronie znajomych. Na chwilę włączyliśmy telewizor, aby zobaczyć jak Polacy świętują Nowy Rok. Oniemiałam, gdy na ekranie Polskiej Telewizji zobaczyłam scenę. Piękna, ogromna, wielkie koła świetlne, a w tle migających świateł znak pacyfki.
Pomyłka, czy celowe działanie ?
„Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów,nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stole demonów” 1 Kor 10,21
Ilu nieświadomych katolików bawiło się oświetlonych przez pacyfkę ?
( A Ci świadomi znaczenia tego znaku, czy coś zrobili w tej sprawie)?
                                                                                                                    Blondynka
PS
(Dla tych, którzy mogą nie zrozumieć mojego oburzenia).
Krzyż Nerona, pacyfa
Krzyż Nerona (złamany krzyż bez okręgu) to symbol walki z wyznawcami Jezusa. W okultyzmie oznaka upadku chrześcijaństwa a także pogański znak czarnej magii, do którego nawiązywało hitlerowskie SS. Wpisany w okrąg stał się znakiem rozpoznawczym pacyfistów. W satanizmie jest to znak używany podczas odprawiania czarnych mszy, którym posługiwał się np. La Vey, założyciel kościoła Szatana i autor Biblii Szatana.

 

 


„Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci” (Iz 55,2)
W pierwszą niedzielę „Roku Wiary” w Jeleniej Górze gościła pani Stefania Korżawska. Jest to polska zielarka, kochająca Boga – Stwórcę całego świata i wszystkie Jego dzieła. Po spotkaniu z panią Stefanią zaczęłam się zastanawiać na co my wydajemy pieniądze. Coraz częściej zapadamy na różne choroby, z którymi nawet specjaliści od medycyny nie są w stanie sobie poradzić. Często sami sobie szkodzimy.
Pamiętam jak jeszcze niedawno chętni do uprawiania ogródków działkowych oczekiwali w długich kolejkach. Dziś jeszcze niegdyś piękne działki zarastają chwastami, bo starsze pokolenie albo wymarło, albo nie ma już siły uprawiać ziemi. Młodych na działkach jest coraz mniej a jeśli są – to ich działka jest tylko miejscem grillowania. A jeszcze nie tak dawno ogródki działkowe były miejscem uprawy zdrowej żywności. A dziś? Dziś robimy zakupy warzyw i owoców w marketach. Wydajemy pieniądze na towar, który wygląda jak z reklamy, ale nie ma takiej wartości jak gatunki wyhodowane w naszej Polskiej Ziemi. Pan Bóg powiedział: „czyńcie sobie ziemię poddaną” (por. Rdz 1,28), a my co robimy z tym co otrzymaliśmy za darmo? My wydajemy nasze ciężko zapracowane pieniądze na to, co nie nasyci (por. Iz 55,2). Nie poddawajmy się nęcącym reklamowanym towarom, doceńmy nasze zioła jeszcze rosnące na łąkach i naszą żywność, a one umocnią nasze zdrowie.
Dzięki Bogu mam takich działkowych przyjaciół, którzy swoimi plonami napełniają nie tylko swoje spiżarnie, ale dzielą się z innymi. Chwała Panu!
                                                 Blondynka

                                        www.stefaniakorzawska.pl/audiowideo.html
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Stawanie się ewangelizatorem to trud, wysiłek, codzienne umieranie dla siebie, codzienne wsłuchiwanie się w głos Boga. Dzięki łasce Bożej było mi dane wakacje tego lata spędzić w kilku różnych miejscach. Co roku jeździmy z moimi przyjaciółmi już w maju nad morze. Codziennie rano spacerujemy po plaży omadlając różne sprawy. Dla nas to już stało się normalne, że osoby mijające się rano uśmiechają się ze słowami dzień dobry. Tym razem mijaliśmy na plaży grupę kilkuosobową mężczyzn, którzy nie wstydzili się rano śpiewać „Kiedy ranne wstają zorze” i inne pieśni kościelne.
Potem byłam w Beskidach. Mieszkałam u życiowo mądrej pani Helenki. Rano budziła mnie zza okna przyroda a wieczór kończył się opowiadaniem tej góralki.
W Polsce są jeszcze jeziora. Nad jednym z nich ma domek letniskowy nasza koleżanka, która z mężem gości kolejnych znajomych. Te wszystkie osoby to kolejni ewangelizatorzy, chociaż może nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Oni swoją postawą budują mosty między ludźmi.
Dziękuję Ci, Panie za wszystkich, których stawiasz na mojej drodze.
                                                                                                               Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Od pewnego czasu w Kowarach działa Szkoła Życia Chrześcijańskiego tzw. Szkoła Maryi. Na grudniowe (2011r) wykłady pojechałam z problemem, który nękał mnie od jakiegoś czasu. Moim dochodem jest renta wypłacana raz w miesiącu przez ZUS. Gdziekolwiek się udaję to widzę na towarach nowe wyższe ceny. Co robić, jak żyć? To pytania, które zadawałam sobie coraz częściej. Ku mojemu zaskoczeniu mój Pan dał mi odpowiedz poprzez osoby głoszące konferencje na tej sesji. W I Księdze Kronik jest powiedziane „Co jest na niebie i na ziemi, jest Twoje i do Ciebie Panie należy”. Jakiś czas temu przyjęłam Jezusa Chrystusa jako mojego Pana i Zbawiciela, czyli ja i to wszystko co posiadam do Niego należy. Po co się martwię, mój Pan o wszystkim wie. Pan dał mi wolność w zarządzaniu tym co otrzymałam, nad każdym wydatkiem mam się zastanowić. Podczas uwielbienia treść poszczególnych pieśni była wyświetlana na ekranie. Jedna z nich to słowo JE- ZUS . Zobaczyłam, że w słowie tym jest zawarty też i mój ZUS. Już się nie martwię, mój Pan czuwa nad wszystkim. Chwała Panu
                                                                                                Blondynka

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podczas ostatnich świątecznych wolnych dni miałam dużo czasu na chwilę zastanowienia. Przed świętami, zwłaszcza Bożego Narodzenia biegamy po sklepach z zamiarem kupienia prezentów bliskim. Jedne kupujemy na św. Mikołaja – zwłaszcza dzieciom, drugie pozostałym członkom pod choinkę. Jeszcze do niedawna ja też biegałam za prezentami, ale i sama oczekiwałam tych wymarzonych podarków. Do dziś otrzymuję prezenty, ale mają one inny osobisty charakter. Niedawno poznałam w ośrodku Beatkę – młodą sparaliżowaną osobę. Beatka w pozycji leżącej mogła poruszać tylko trzema palcami u jednej ręki. Od niej otrzymałam najpiękniejszy prezent. Beatka z tak wielkim wysiłkiem zrobiła na szydełku dla mnie serwetkę. Do dziś serwetka leży na widocznym miejscu w pokoju.
Nasz wspólnota od pewnego czasu modliła się za pewną rodzinę, której osobiście nie znamy, łączy nas tylko telefon. Tuż przed świętami w podzięce za modlitwę na mój adres mama tej rodziny przysłała nam przez siebie uszytą torbę z naszytym motylem. Tego rodzaju prezenty zachęciły mnie do pracy, aby samej też coś zrobić.
                                                                                                                                                 Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Wraz z nastaniem nowego roku w naszych myślach pojawiają się nowe, często optymistyczne plany na przyszłość. W zimowej scenerii w cieniu ustrojonej choinki marzymy o przyszłości.
Po świętach jedni jeszcze odpoczywają, bo jeszcze mają wolne, inni wracają do swoich obowiązków. Do tych drugich zaliczają się księża, którzy od świąt ruszają z wizytą kolędową do parafian.
Mój znajomy od wielu lat, w dniu w którym miał przyjść ksiądz, nagle miał ważne sprawy do załatwienia, księdza przyjmowała sama żona. W tym roku wybrał się na narty. Na chwilę odpoczynku po zjazdach wsiadł do samochodu i w tym momencie inny kierowca uderzył a właściwie wjechał w jego auto, dzięki Bogu od strony pasażera. Ta kolizja tak wpłynęła na mojego znajomego, że tym razem wraz z żoną oczekiwał wizyty duszpasterskiej. „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką, nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9,1). Chwałą Panu!
                                                                                                                                   Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To jest hasło na tegoroczny adwent, kolejny adwent w naszym życiu. Był taki czas w moim życiu, że o mojej parafii mówiłam mój kościół. Ja tylko tak mówiłam, ale niewiele włączałam się w życie parafii. Jedyny mój współudział to obecność na niedzielnych i świątecznych mszach św. Niedawno była rozważana ewangelia o kobiecie, która oddała swój ostatni wdowi grosz. Ta ewangelia zmusiła mnie do refleksji. Teraz moją parafią jest kościół, który budujemy od wielu lat. Budują go parafianie ze swoich wdowich grosików. Można budować dając ofiary pieniężne, ale można też pomóc na różne sposoby, jeżeli funduszy nie mamy. Teren kościoła i kaplicy jest otoczony terenami zielonymi ze starymi drzewami liściastymi, przy ruchliwej ulicy. Pracy wokoło sporo, a tą mozolną pracę dookoła kościoła wykonują owe ewangeliczne wdowy. Są emerytkami ze „starego portfela”, więc dają tyle ile mogą, ale swoją pracą wzbogacają jeszcze bardziej parafię, kościół traktując jak swój dom.
Grudzień 2011
                                                                                               Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Z bajkami jestem związana od dzieciństwa. Bajki czytała mi babcia, rodzice, potem, gdy nauczyłam się czytać – robiłam to sama. Moją ulubioną bajką była ta o rybaku i złotej rybce. Czytając ją dziwiłam się zachowaniu żony rybaka. Dzisiaj zaczęłam śmiać się sama z siebie. Bo też jestem często taką żoną rybaka. Czasami przychodziłam na przystanek autobusowy parę minut za późno i denerwowałam się, że muszę czekać 30 minut na następny autobus. Teraz już nie mam tego problemu, od kilku dni mamy zmiany w rozkładzie jazdy – ze względu na małą frekwencję, ten ostatni autobus został odwołany. Teraz chodzę na pieszo. Mam czas na modlitwę – i zaoszczędzam pieniądze za bilet. Chwała Panu!
                                            Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
„Jeśli chcesz mieć przyjaciela zdobądź go po próbie” księga Syracha
Czas wakacji, to moment gdy poznajemy nowych ludzi. Czasami te znajomości przeradzają się w przyjaźnie na całe życie. Kto to jest przyjaciel? Często myślałam nad odpowiedzią. Życie szybko pokazało na czym polega prawdziwa przyjaźń. Przyjaciel to człowiek, któremu możesz się wypłakać, lub po prostu wyżalić na świat, a on z cierpliwością wysłucha. Przyjaciel to ktoś, kto przez „przypadek” zrobił więcej zakupów, bo wie, że ty masz pustą lodówkę. Przyjaciel to człowiek, który wszystko to robi bezinteresownie. Dzięki Bogu ja mam takich przyjaciół. Moja ś.p. mama też miała takich przyjaciół. Niektóre z tych przyjaźni przetrwały ponad 50lat. Przyjaciółka mojej mamy p. Marysia, gdy została sama stała się członkiem naszej rodziny. Były przyjaciółkami aż do śmierci . w jednym tygodniu pochowałam mamę i p. Marysię. Przysłowie mówi, że przyjaźń prawdziwa to ta, która przetrwa, aż do śmierci- tak myślałam do wczoraj i ja. Wieczorem odebrałam telefon. Ostatnia z żyjących przyjaciółek mojej mamy zamówiła mszę św. za wszystkie zmarłe swoje koleżanki. Nas żyjących członków rodzin z tego grona zaprosiła na mszę św. To się nazywa przyjaźń, nie tylko do śmierci, ale i na całą wieczność. Bóg zapłać pani Wiktorio, my o tym nie pomyśleliśmy.
                                                                                      Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------
------------------------

„Nie ma świadectwa bez modlitwy” – bł. Jan Paweł II
Święte słowa. Kilka miesięcy temu przyszło do naszej wspólnoty prośba o modlitwę. Sytuacja tej rodziny była trudna. Mama była w stanie błogosławionym, kilkoro dzieci i rodzice bez pracy. Zły podpowiadał, żeby usunąć tę ciążę, ale wiara nie dawała spokoju. Zaczęła się modlitwa wspólnotowa. Po jakimś czasie mamy ponowny sygnał: do aborcji nie doszło, ale dziecko urodzi się z Zespołem Downa. S.O.S modlitewne ponownie ruszyło z prośbami do nieba.
Żyjąc różnymi licznymi sprawami zapomniałam o tej rodzinie. Tydzień temu otrzymałam telefon, nie poznałam głosu po tamtej stronie, był radosny, zupełnie inny niż poprzednio. Młoda mama podzieliła się swoją radością: najmłodsze dzieciątko, pomimo swojej choroby zostało zaakceptowana przez starsze rodzeństwo, rodzina dostała stałą rentę i ubezpieczenie. Szczęśliwa mama mówi, że z maleństwem dostali wiele radości i majątek. I to nie koniec tej historii: moja rozmówczyni podjęła się duchowej adopcji dziecka poczętego, a za rodzinę modli się Różańcem Pompejańskim. Darmo dostaliście, darmo rozdawajcie.

                                                                                                     Blondynka

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 


Dziękuję, Panie Boże, za kolejne rekolekcje, które tym razem odbyły się w naszej wspólnocie „Bogaci w Miłosierdzie” w dniach 22 - 24 października 2010r. Przez kolejne trzy dni o. karmelita Marcin Skowronek z Wadowic przybliżał nam osobę Boga Ojca. Była rozważana przypowieść o synu marnotrawnym, a właściwie o Miłosiernym Ojcu, miłosiernym Samarytaninie, ewangelia o Zacheuszu. Mnie szczególnie poruszyła ta ostatnia. Jestem wzrostu zacheuszowego, więc często tak jak on staram się, by nikt mi nie zasłaniał widoku. W naszym klimacie nie rosną sykomory, ale dla mnie sykomorą jest moja wspólnota i kolejne rekolekcje. Dziękuję Ci, Ojcze, że takie doznania pomagają mi wspinać się ku Tobie. Ojciec Marcin zachęcił nas , abyśmy do Boga Ojca zwracali się często i to słowami „Tatusiu”. Mój ziemski tato odszedł do Pana 20 lat temu, w związku z tym nie miałam do kogo zwracać się tymi słowami. Po tych rekolekcjach zaczęłam na nowo wymawiać słowo „Tatusiu”.
                                                                                   Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzięki  osobom ze wspólnoty uczestniczyłam w dniach 8-9 stycznia 2010 r. w Łodzi w sesji „Modlitwa uwolnienia” z udziałem Neal Lozano. Osoby prowadzące, diakonia „Mocni w Duchu” oraz widok setek szczęśliwych wiernych zgromadzonych w sali sportowej rozgrzewali choć a za oknami była śnieżyca i minusowa temperatura.
Gdy wracałam z takich spotkań z „naładowanymi bateriami”, z notatkami w notesie, zaraz po przyjeździe chciałam „nauczać” innych. Tym razem było inaczej. Na stoisku wydawniczym kupiłam książkę „Bóg kocha mnie takiego jaki jestem” o. Remigiusza Recława. Ta lektura otworzyła mi oczy na wiele trudnych spraw. Tej książki się nie czyta, lecz służy ona do osobistej modlitwy. Jeden z rozdziałów poświęcony jest spotkaniu z Bogiem, jedyną Prawdziwą Miłością. Poprzez fragment Ewangelii Mateusza (Mt 13, 24-30) o. Recław pokazał mi, co mam robić, a właściwie, co Jezus do nas mówi poprzez tę Ewangelię: mamy zostawić zło w spokoju a zając się dobrem, zaufać Jezusowi i czynić dobro. Każdy z nas otrzymał inny talent i jego mamy pomnażać. Wiele osób z naszej wspólnoty już dawno to robi w swoim środowisku. Jesienią ubiegłego roku powstał pomysł, żebyśmy się spotykali nie tylko jako wspólnota na naszych spotkaniach w salce parafialnej, ale także w naszych domach, w otoczeniu, w którym żyjemy. Osoby mające talenty muzyczne ośmielają wszystkich do uwielbienia Pana śpiewem w naszych domach, a panie prześcigają się w oryginalnych pomysłach kulinarnych. Okres Bożego Narodzenia to czas wspólnego śpiewania kolęd, więc z kolędą dotarliśmy do wielu domów. Dzięki tym spotkaniom zaczął się nowy rodzaj ewangelizacji, w którym uczestniczą nasze rodziny, bywają też sąsiedzi, osoby dotychczas nie angażujące się. Powstał nowy rodzaj agapy. Początkowo była jedna gitara, w kolejnym mieszkaniu dołączył się sąsiad ze swoją gitarą, a na końcu trafił się talent: córka naszej siostry, śpiewaczka operowa, która z nami i swoimi dziećmi śpiewała na Chwałę Pana do późnych godzin wieczornych.
Po raz kolejny przekonaliśmy się, że wspólnie możemy zrobić wiele. „Bądźmy znakami chrześcijańskiej radości, ponieważ również od tego zależy zbawienie i szczęście innych ludzi” (Anna Maria Canopi).
                                                                                                                                                  Blondynka

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na przełomie XII I XIII w. Matka Boża nauczyła św. Dominika odmawiać modlitwę różańcową. W wielu rodzinach od pokoleń poprzez tę modlitwę zostało wymodlonych wiele łask i cudów. Moja babcia należała do Żywego Różańca w parafii, pojej śmierci moja mama przejęła te tajemnice. Zachęcała mnie, abym i ja wstąpiła do Żywego Różańca. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy jaki to zaszczyt, twierdziłam, że to modlitwa dla starszych pań.
Lata szybko minęły i Ksiądz proboszcz z mojej parafii zaproponował, abym założyła Kółko Różańcowe. Nie śmiałam odmówić. W ten oto sposób, ja – jeszcze do niedawna przeciwniczka Żywego Różańca, zostałam jego zelatorką. Od tej pory z różnych pielgrzymek przywożę różańce. Rozdaję je potem swoim bliskim z prośbą o jedną „zdrowaśkę” także i za mnie. Kto darmo daje, darmo otrzymuje – często dostaję różne szczególne różańce.
Tak było też 16 stycznia 2010 r. Do Jeleniej Góry przyjechał różaniec Jana Pawła II. Papież podarował go w 2003 r. o. Paulinom na Jasnej Górze. Od września 2009 r. ta szczególna pamiątka zaczęła peregrynację od Ostrej Bramy w Wilnie i wędruje po całej Polsce, aż do maja 2010 r. Od soboty 16 stycznia do poniedziałku 18 stycznia ta szczególna relikwia była na Mszach św. w naszych parafiach, u chorych w ośrodku Caritas, w ratuszu miejskim oraz w niektórych mieszkaniach prywatnych. Członkowie wspólnoty „Bogaci w Miłosierdzie” też dostąpili tej łaski, bo każdy z nas mógł pomodlić się trzymając w ręku różaniec, na którym Jan Paweł II wymodlił tyle ważnych spraw dla całego świata. Panie, dziękuję Ci za tę łaskę!
                                         Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jesień to taka pora roku, w czasie której dopadają nas jeszcze częściej różne dolegliwości zdrowotne. W takiej sytuacji szukamy pomocy, zgodnie z tym, co jest napisane w Piśmie św.: lekarza potrzebują nie zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (por. Mt 9,12). Jaką mamy służbę zdrowia - każdy chory dość szybko może się przekonać, zwłaszcza pod koniec roku, gdy w kasie Narodowego Funduszu Zdrowia pusto, brak limitów i funduszy na leczenie. Na nasze kłopoty zdrowotne wyszli nam z pomocą ojcowie Pijarzy z parafii Jana Chrzciciela w Jeleniej Górze. Zaprosili na Mszę św. o uzdrowienie ojców franciszkanów z Krakowa. Kościół nie mały, ale ledwie pomieścił wiernych przybyłych także z okolicznych parafii. Podczas tej Mszy św. było widać ilu mamy chorych, tak na ciele jak i na duszy.
Dziękuję Ci, Panie Jezu, że jesteś obecny i uzdrawiasz nas w każdej Eucharystii. Ojcom dziękujemy za piękną posługę, a tak cicho liczymy na kolejne takie Msze św.
                                                                           Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lato 2009 roku Bóg zaplanował dla mnie już dawno. Ja sama od zeszłego roku chciałam pojechać na Festiwal Młodych do Mediugoria. Byłam tam rok temu i bardzo mi się podobało. Nie przewidziałam tylko jednego – w międzyczasie podrożało euro i po prostu nie było mnie stać na wyjazd. Zaczęłam szukać innych możliwości spędzenia wolnego czasu z Panem. Z tej prostej przyczyny ja kraju nie opuściłam, za to do Polski po raz kolejny przyjechał o. John Bashabora z Ugandy. Tym razem grupa Odnowy w Duchu Świętym z Jeleniej Góry i Cieplic pojechała na rekolekcje do Torunia. Spotkania rekolekcyjne odbywały się w Kościele św. Józefa – Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy u ojców Redemptorystów. Dawka porządna: o. Bashabora, Matka Boża, św. Józef, o. Redemptoryści, a przede wszystkim Jezus Eucharystyczny i Duch Święty – musiała zadziałać. Po czasach kartkowych w sklepach, takich kolejek jak tym razem do konfesjonałów, nie widziałam.
Radość i łzy szczęścia na przemian nas oganiały. Wiele osób zapomniało o swoich chorobach – a może ich już nie mają – czas pokaże.
Radość szczera dotarła i do nas, nawet na kwaterze śmiałyśmy się do łez z byle czego. Zdradzę wam tajemnicę: mamy w naszej cieplickiej Odnowie nową primabalerinę, która dla Pana pomimo opuchniętych nóg tańczyła lepiej od słynnej Mai Lisieckiej. Nasza siostra ma na imię Renia, co swoim tańcem każdego rozwesela. Chwała Panu!
                                                                                                          Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Od dłuższego czasu z moimi znajomymi chcieliśmy wybrać się na parę dni do Lichenia. W Licheniu o każdej porze roku jest sporo pielgrzymów, a szczególnie w okresie wakacji. Myślałam, że znam to miejsce, bo byłam tam naście razy, ale tylko tak mi się wydawało. Wcześniej zadzwoniliśmy do Domu Pielgrzyma, aby zamówić noclegi. W momencie, gdy pakowaliśmy się, przyszła wiadomość, że pokój 5-cio osobowy mamy, ale jest bez łazienki i z łóżkami piętrowymi. Dla dorosłych to nie problem, ale z nami było dwoje dzieci. Zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić, ale od czego jest Internet. Odpowiedź przyszła bardzo szybko: kwatera w domkach nad jeziorem w Licheniu. Myślałam, że to pomyłka, bo takiego miejsca w Licheniu nie znałam. Gdy przyjechaliśmy na miejsce oniemiałam z wrażenia. Kwatera wymarzona, przed domkiem plac zabaw dla dzieci, a w niedalekiej odległości jezioro z czystą i ciepłą wodą. Jeszcze w takim Licheniu nie byłam. Rano chodziliśmy po Terenia Sanktuarium, w południe była kąpiel w jeziorze z widokiem na Bazylikę, pod wieczór Msza św. Dzień kończył się Apelem i procesją ze świecami. Te kilka dni minęło bardzo szybko, a w niedzielę po Mszy św. zaplanowaliśmy powrót do domu. W czasie Mszy św. był śpiewany psalm 23: „Pan jest moim pasterzem i nie brak mi niczego, pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach, prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, przywraca mi życie…”.
Dzisiaj, gdy spytałam nasze dzieci, gdzie jedziemy na wakacje w przyszłym roku, odpowiedziały: do Lichenia. I co Wy na to?
                                              Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rekolekcje, to taki czas, gdy Pan ponownie wyciąga nas z naszych ciemnych grot. Ja w takiej grocie tkwiłam nieraz. Przez wiele lat buntowałam się dlaczego ja. Od dzieciństwa z powodu mego stanu zdrowia, byłam w sanatoriach, szpitalach – środowisko to znałam bardzo dobrze. Bunt mój wzrastał aż do czasu, gdy pojechałam do Medjugorie. Tam dostałam odpowiedź podczas mszy św. Usiadłam z moimi przyjaciółkami z brzegu pierwszej ławki przed ołtarzem polowym i w tym momencie postawiono wózek, a na nim siedziała Madzia Buczek. Sytuacja powtarzała się do końca naszego pobytu. Od tej pory wiedziałam, że mam wyjść ze swojej groty. Pan powiedział mi jesteś na rencie ( masz dużo wolnego czasu) znasz środowisko ludzi chorych, więc idź do nich. Czas ten trwał przez kilka lat.
Byłyśmy z moimi koleżankami świadkami różnych sytuacji; najbardziej przeżywałam czas świąteczny. Przed tą sytuacją tym razem uciekłam, stchórzyłam w okresie Bożego Narodzenia po prostu nie poszłam. Z takim rozgoryczeniem pojechałam na rekolekcje do Rakowic. Temat rekolekcji był – Walka Duchowa. Tu zdałam sobie sprawę, że ta walka dopadła także i mnie samą.
Mamy rok św. Pawła (2009), tego, który nawrócił się pod Damaszkiem. Ja też mam swój Damaszek, tylko moje nawrócenie trwa już parę lat.
Dziękuję Panu za czas tych rekolekcji. Podczas rekolekcji dostałam tyle odpowiedzi poprzez osobę ks.Marcina Kozyrę. Każdy dzień, chociaż za oknem był pochmurny, to w sercu dawał takie pokłady radości, że każdy z nas odmieniał się na chwałę Panu.
Potwierdzenie tego, co mam dalej robić, dostałam wczoraj. Po wieczornej Mszy św., podeszła do mnie siostra przełożona z zapytaniem, kiedy przyjdę do chorych, bo pytają o mnie.
Chwała Tobie, Panie.
                                               Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Buduj na skale, nie na piasku.
Budowniczowie Kościoła pod wezwaniem „Bożego Ciała” w Gdańsku, nawet nie przypuszczali, że ta wielka świątynia będzie służyła nie tylko miejscowym parafianom.
Po raz kolejny, było nam dane uczestniczyć tam w 4 dniowych rekolekcjach. W miesiącu lipcu 2008 r. do tej parafii przyjechał ks. John Bashabora z Ugandy. Tym razem rekolekcje prowadził o. James Manjackal z Indii. Jadąc na to spotkanie z przyjaciółmi, zastanawiałam się, co ci charyzmatycy pochodzący z innych części świata mogą nam pokazać. Odpowiedź przyszła szybciej niż myślałam. Jeśli łączy nas wiara w jednego Boga w Duchu Świetym, to odległości na kuli ziemskiej nie istnieją, tylko łączą. Obaj kapłani mają charyzmę pociągania ludzi za sobą – zgromadzenia z Ich udziałem gromadzą nie setki lecz tysiące wiernych.
Apostoł Mateusz mówi w ewangelii” „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie”. Tak było i tym razem. Były nawrócenia, uwolnienia, spoczynki w Duchu Święty, a nawet uzdrowienia. Duch Święty pokazywał nam swoją moc, dotykając każdego z nas na inny sposób. Osoby, które dotychczas nie miały talentów do języków obcych – mówiły językami, same tym faktem zaskoczone.
Panie Boże, dziękuję Ci za dary, którymi i mnie, małą istotę, też obdarzyłeś. Chwała PANU ALLELUJA !
                                          Blondynka


Jest takie mądre przysłowie: dasz babie palec, to chce całą rękę. Jeszcze dobrze się nie rozpakowałam po rekolekcjach w Borowicach, a już na nowo przygotowywałam się do rekolekcji w Cieplicach. Temat był mi bardzo bliski: o modlitwie. Rekolekcje były prowadzone przez o. Jana Krawczyka, karmelitę, który przybliżał nam temat jak się modlić. Przez wiele lat myślałam, że modlić się można tylko wyuczonymi modlitwami. A teraz dowiedziałam się, że modlitwą jest też milczenie, byleby tylko w tym wszystkim nie stracić Boga. Dawniej chodziłam do kościoła na Mszę św. o konkretnej godzinie. Teraz po minionych rekolekcjach do kościoła idę dużo wcześniej. Często jestem pierwszą z osób w świątyni i są to moje chwile, które doceniam od niedawna. Chwile mojej bliskości z Bogiem.
Na rekolekcje zdecydowałam się dlatego, że po pierwsze: data rozpoczęcia rekolekcji była datą I-szej rocznicy śmierci mojej mamy. Tej, która pierwsza uczyła mnie modlitwy. W ten rekolekcyjny sposób mogłam być duchowo z nią. Po drugie - rekolekcje były w milczeniu, a ja od niedawna kocham milczenie. Miejsce rekolekcji wydawało mi się bardzo znane, parafia Matki Bożej Miłosierdzia w Cieplicach. Byłam tam wiele razy. Jednak zostałam całkowicie zaskoczona . Miejsce noclegowe okazało się najpiękniejszym, jakie miałam w życiu. Jeszcze nigdy nie spałam tak blisko figury Matki Bożej, dzieliła nas tylko ściana - a może nie dzieliła tylko łączyła. Cienkość ściany powodowała, że rano budziła nas rozpoczynająca się Msza św., głos kapłana, bliskość Pana Jezusa. W myślach śpiewałam pieśń kościelną. „Panie Ty jesteś tu tak blisko, blisko o jeden tylko krok”. Po raz pierwszy te słowa tak bardzo do mnie dotarły. Poranek niedzielny był dla mnie dopełnieniem szczęścia. Jeszcze zaspana słyszałam głosy śpiewające: Kiedy ranne wstają zorze… Ponownie przypomniało mi się, kiedy z mamą śpiewałyśmy godzinki.
Dziękuję Tobie Boże za ten czas rekolekcji, za osoby, które je zorganizowały, o. Janowi z Krakowa, ks. Józefowi Stecowi, liderowi i animatorom naszej wspólnoty i wszystkim uczestnikom. Biologicznie jestem jedynaczką, ale dzięki takim spotkaniom mam grono sióstr i braci.
Październik 2007
                                                                         Blondynka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

 

Ostatnia aktualizacja:
22-07-2017 16:59:07
[login]
Powered by CMSimple
Maciej Bański 2010
Strona główna